niedziela, 14 lutego 2016

Pogoda...

...mnie wykańcza. Nie pozostaje nic innego, tylko zawyć z rozgoryczenia na ten wszechogarniający chłód. Tak bardzo się cieszę, że zaczęły mi się ferię. Teraz jednie zakopać się pod kołdrą z kubkiem gorącej herbaty i nawet nie próbować wychylać nosa. Ja nie wiem, co się dzieje - jest zimniej, niżeli w zimie. Wiatr dmucha, aż trzeszczy, śnieg jak napada, to po kolana... Oczywiście o deszczu już nie mówię. Ostatnio mało nóg nie połamałam w drodze do szkoły, bo minusowa temperatura, ulewa i ''szklanka'' jak malowana. Wiem, że narzekam, ale nie znoszę takiej zmarzliny. Ogólnie lubię mroźne miesiące - aurę świąt i tak dalej, ale zdecydowanie wolę wzdychać nad płatkami śniegu, spadającymi na ziemię, tworząc iskrzący, biały puch, zza szyby, omatulana kocem. Jestem okropnym zmarzluchem. Czasem wstyd mi, bo jako jedyna w domu, czy w szkole noszę rękawiczki, no ale co ja zrobię, że mi dłonie kostnieją, ja nie wiem co?
Za to na rozgrzanie zrobiłam sobie obiadową, dwukolorową owsiankę kakaową z wiśniami. Pierwszy raz odkąd statam się na nowo zacząć ''normalnie jeść'', spróbowałam kakaa i wywnioskowałam jedno: takie obiady, to mogłabym jeść codziennie :)
W poniedziałek powinna już przyjść moja długo wyczekiwana paczka (ponad dwa tygodnie!) Nic, tylko wypatrywać listonosza.

wtorek, 9 lutego 2016

Tik - Tak...

Godzina za godziną, dzień za dniem, rok za rokiem. Czasami mam ochotę wyciągnąć baterie z zegarków, podrzeć kalendarz, czy wyrzucić telefon w nadziei, że w jakiś sposób uda mi się zatrzymać biegnący, niczym stado koni, czas. Wciąż żyję przeszłością. Codziennie wysilam się, aby wydłubywać z wnętrza mnie samej jej pojedyńcze kawałki. Niby okruchy, a zażarcie, pokonują wszelaki upór,  wbijając się w człowieka, jak drzazga. Mimo wszystko wciąż to we mnie tkwi. Tęsknię za momentami beztroski, gdzie zwyczajny listek, opadający jesienią z drzewa, tańcząc po drodze i robiąc wymyślne piruety lub pierwszy, iskrzący się w blasku zimnego, bladego słońca puszysty śnieg w zimie, cieszył mnie i rozweselał. Nieistotna błachostka potrafiła wywołać na mojej pyzatej buzi uśmiech. Umysł był czysty, całkowicie wolny. Bez odciśniętego boleśnie piętna... Tak - za tym najmocniej tęsknię. Za krótkimi chwilami zapomnienia, gdzie nie liczyło się dla mnie nic. Tylko krystaliczna radość. Nawet z głupot.

''Tik - tak, tik - tak... Spoglądnęła na zegarek w telefonie, którym zaraz po tej czynności miała ochotę cisnąć w ścianę. Jej czerwone od niewyspania oczy zaszły łzami, wywołując tym samym swoją obecnością piekący ból. Każdy dźwięk, nawet najcichszy, w jej uszach przybierał na sile, pulsacyjnym krokiem przechadzając się po obolałej głowie. Przekręciła się na drugi bok, powodując, że łóżko, na którym leżała wydało z siebie ciche skrzypnięcia. Zupełnie tak, jakby wyrażało swoje oburzenie tym, że ktoś umiejscowił na nim swoje cielsko, bezlitoście go uwierając. Popatrzyła z drobnym oporem na ramkę ze zdjęciem, stojącą na nakastliku obok legowiska. Osoba, którą swego czasu bardzo lubiła, teraz jest dla niej zupełnie obca. Jedynie uśmiech pozostał niezmieniony. Chociaż... Tego również nie może do końca wiedzieć. Tak dawno go nie widziała... ''


 Książka i zielona herbata z maliną. Namiastka tej dawnej chwili zapomnienia, która mogłaby trwać i trwać...
                  
                                                Victoria

niedziela, 7 lutego 2016

Początek

Długo myślałam. Niepewnie podchodziłam i w ostatniej chwili się rozmyślałam. W końcu się udało. Nadszedł impuls i oto jest - narodzony pod wpływem chwili, mój osobisty notatnik. Spikselizowane kartki, wyrwane z pamiętnika życia, które napisało własną historię, korzystając z chwili nieuwagi właściciela. I oto jest - miejsce na żale i sukcesy. Mniejsze i te większe. I oto jest - wszystko, a zarazem nic. Budowa nowej twierdzy opartej na starych fundamentach. Zapraszam wszystkich chętnych, co mają odrobinę czasu, by przystanąć i poobserwować z dala plac owej budowy.
Dziwna twórczość, dziwny nastrój, dziwne wypowiedzi, dziwna osoba. Oto ja - witam i podziwiam, jeśli zostaniesz na dłużej...
                       
                  ''Kiwnął do niej porozumiewawczo głową. Już czas. Rozpoczyna się przedstawienie. Jednym pociągnięciem za gruby sznur, rozsłonił karmazynową kotarę. Przęknęła ślinę. Postąpiła krok przed siebie i z bijącym sercem wyjżała na scenę. Pora odegrać najważniejszą rolę. Stanęła przed pustą widownią i zamarła.
Najciężej jest bowiem pozbyć się swojej cielesnej powłoki nie przed innymi lecz przed sobą samym...''

                                                                                     Victoria